Smarzowski a rady ewangeliczne

Chciwość, żądza władzy i chuć. Świat te rzeczy celebruje, a Kościół na to choruje.

Dostałem dziś na skrzynkę mailową linka z informacją od jakiejś kobiety: „Nasze dziecko przez przypadek natrafiło na taki film / teledysk [tu podano wspomniany link]. Uważam, że obraża on osoby wierzące, jest nieodpowiedni i narusza polskie prawo. Proszę o interwencję w celu usunięcia tak nieprawdziwie ukazującego obraz chrześcijaństwa w Polsce”.

Zajrzałem tam. Profesjonalnie nakręcony filmik parodiuje duchownych. Jacyś dwaj faceci w karykaturalnych maskach i z księżowskimi atrybutami jeżdżą mercedesami, chleją, obrzucają się pieniędzmi i obściskują z panienkami. Generalnie paszkwilowy standard, żadnej oryginalnej myśli, normalnie odgrzany Palikot w swojej najbardziej obsesyjnej formie.

Dziecko” tej zatroskanej o Kościół pani, która podpisała się pod mailem, musiało być jedną z pierwszych osób, które ten film widziały, bo gdy ja tam wszedłem, okazało się, że ma on ledwie czterdzieści wyświetleń (a obejrzeli go już przede mną koledzy z redakcji).

Nie jest to pierwszy raz, gdy ktoś próbuje nadać rozgłos swej nędznej produkcji, wykorzystując wielkie serca i małą wyobraźnię ludzi, którzy zechcą się nią oburzyć.

Ja nie zechcę, więc nie podam linka. Co, oczywiście, nie znaczy, że nie dostrzegam problemu. I że w Kościele nie ma zgorszeń. Oczywiście są, ale nie rozwiąże problemu pokazywanie Kościoła jako zbiorowiska oszustów, hipokrytów i łajdaków – bo to zwyczajnie nie jest prawda. A nieprawda nigdy niczemu dobremu nie służy.

W tę atmosferę wpisuje się film „Kler”. O nim się jeszcze nie wypowiadam, bo go nie widziałem. Ale przeczytałem wywiad z reżyserem. „Są trzy wektory napędzające tę historię: żądza pieniędzy – chciwość, żądza władzy, no i żądza seksualna” – mówi Wojciech Smarzowski w dzisiejszej „Wyborczej”.

No tak, ale czy jest na świecie jakieś środowisko, w którym te trzy rzeczy nie grają głównej roli? To są przecież podstawowe pokusy, z jakimi zmagają się ludzie sumienia i jakie ochoczo stosują ludzie bez sumienia. Zaślepienie karierą, pogoń za zyskiem, rozstawianie ludzi po kątach – takie skłonności mamy wszyscy.

Właśnie dlatego osoby zakonne ślubują trzy rzeczy, które się temu sprzeciwiają: ubóstwo przeciw chciwości, posłuszeństwo przeciw żądzy władzy i dozgonna czystość przeciw żądzy seksualnej. To są rady ewangeliczne, bo wynikają z ducha Ewangelii. One utrzymują Kościół w nurcie mistycznym, którego w żaden sposób nie zrozumie świat. Widać to choćby w wypowiedzi Smarzowskiego, który deklarując ateizm, wypowiada się z ironią na temat celibatu: „Ciekawy wynalazek. Co się dzieje w głowach takiej rzeszy facetów zmuszonych do hamowania popędu”.

No właśnie – co się dzieje? Smarzowski najwyraźniej sądzi, że wie. Tymczasem Jezus, mówiąc, że „są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni”, dodaje: „Kto może pojąć, niech pojmuje!”.

Ateista tego nie pojmie. Nie pojmie tego także wielu wierzących, ale nie o to chodzi. Oni nie muszą tego pojmować, wystarczy żeby nie zgrywali ekspertów w sprawach duszy, w którą zresztą zazwyczaj nie wierzą.

Chciwość, żądza władzy i chuć– o tak. Świat te rzeczy celebruje, a Kościół na to choruje. To straszna choroba, ale w Kościele przynajmniej zdiagnozowana. Dlatego dobrze, że wychodzą grzechy ludzi Kościoła. Niech wyjdą wszystkie, wreszcie zacznie się proces leczenia. Gorzej było, gdy choroba była ukryta i zatruwała organizm. Rzecz w tym, żeby ludzie Kościoła nie przyjmowali metod leczenia, proponowanych przez świat. Kościół musi wrócić do Chrystusa, jak zawsze. Musi zaufać radom ewangelicznym, a nie światowym. Bo te drugie oferują ci, którzy sami rozpaczliwie potrzebują uleczenia. A uleczenie może się dokonać dzięki tym pierwszym.

Franciszek Kucharczak