Śmierć, duchy i koronawirus

Bardziej niż epidemii koronawirusa, powinniśmy się bać epidemii strachu. […] Czy zbiorowa panika, którą dziś widzimy, nie ukazuje nam naszego zaburzonego stosunku do rzeczywistości śmierci? Czy nie jest objawem niepokoju spowodowanego odejściem od Boga? Chcemy ukryć, że jesteśmy śmiertelni […]. Dysponując coraz bardziej wyrafinowaną i skuteczną techniką, chcemy panować nad wszystkim i udawać, że jesteśmy panami życia” – to słowa francuskiego biskupa Pascala Rolanda.

Oczywiście nie chodzi o to, by nie widzieć zagrożeń, by z nimi nie walczyć, by nie dbać o zdrowie swoje i innych. Jednak irracjonalny lęk, jakiemu wielu ulega, świadczy, że jest coś nie tak. Zgadzam się z bp. Rolandem, że mamy tu do czynienia m.in. ze spychanym do podświadomości lękiem przed śmiercią. Bo jeśli w praktyce żyjemy tak, jakby Boga nie było, a wszystkie nasze pragnienia są zawężone do życia doczesnego, to bardzo łatwo wywołać w nas panikę. W tej sytuacji niewątpliwie oddziaływają na nas różne duchy.

Ignacy Loyola w swoich regułach o rozeznawaniu duchów zauważa, że jeśli idziemy ku złemu, to duch dobry stara się nas zawrócić z tej drogi, a duch zły, na odwrót, podtrzymuje nas w marszu ku przepaści. Jeśli natomiast postępujemy od dobrego do lepszego, to duch dobry umacnia nas w takim postępowaniu, dając odczuć spokój i radość, duch zły natomiast wzbudza niepokój i wątpliwości.

Koronawirus sam w sobie nie jest ani grzechem, ani cnotą, ale jego pojawienie się wywołuje różne reakcje, a te mogą prowadzić do dobra lub zła. Co robi w tej sytuacji duch dobry? Pomaga nam trzymać się zdrowego rozsądku i umacniać wiarę w Boga. A co robi duch zły? Podsuwa katastroficzne obrazy, byśmy się bali, a zarazem szepcze, że Bóg do niczego nie jest przydatny i nam nie pomoże. Ponadto duch zły podpowiada niektórym, jak wykorzystać lęk przed koronawirusem, by manipulować ludźmi dla osiągnięcia swych celów.

Koronawirus przejdzie. Długotrwałe skutki jednak będzie miało to, jakie postawy i przekonania wywoła on w ludziach. Na przykład jak będą postrzegane kościoły tam, gdzie jako pierwsze – przy otwartych barach i restauracjach – zostały zamknięte? Czy oprócz powtarzania, że trzeba słuchać władz cywilnych, pasterze pokażą, że mają żywe słowo na ten czas? Czy w takich Włoszech 40 dni będzie się już kojarzyło bardziej z kwarantanną niż z Wielkim Postem, a Msza św. – z zagrożeniem epidemiologicznym?


ks. Dariusz Kowalczyk

profesor Wydziału Teologii na Uniwersytecie Gregorianskim w Rzymie

z Gość Niedzielny (11/2020)